Kapusta kiszona to poddane
fermentacji mlekowej
poszatkowane liście
kapusty głowiastej białej
lub
kapusty głowiastej o głowach stożkowych
(w szczególności delikatnej, szwabskiej odmiany
Filderkraut)
Produkt ten zaliczamy zatem do grona
warzyw kwaszonych.
Kapustę kiszoną możemy przechowywać całymi
miesiącami i to bez ryzyka utraty cennych substancji odżywczych takich jak
witaminy
czy też
minerały.
Procesowi kiszenia towarzyszy rozkład
węglowodanów
(w szczególności cukrów), którego efektem jest obniżenie zawartości energetycznej wyrobu.
Kapusta kiszona: kulisy
Uszkodzone liście to miejsce, gdzie bakterie
i
grzyby
zapoczątkowują procesy gnilne, prowadzące w rezultacie do ostatecznego i ogólnego rozkładu tkanki liściowej. Biorące w nim udział bakterie muszą mieć zapewniony dopływ tlenu.
Istnieją jednak i takie bakterie, dla których tlen - albo jego brak - nie jest kwestią życia i śmierci. Zaliczamy
do nich na przykład różnego rodzaju
bakterie fermentacji mlekowej,
zajmujące się "przerabianiem"
glukozy
(C6H12O6). Proces ten rezultuje uwolnieniem
kwasu mlekowego
(C3H6O3) oraz
dwutlenku węga
(CO2).
Innym produktem ubocznym może być również
kwas octowy.
Wskutek trawienia enzymatycznego dochodzi także do wykształcenia się
typowych dla kapusty kiszonej substancji smakowych i zapachowych.
Jak doskonale wiemy, bakterie te równie dobrze mogą być aktywne w
mleku.
Przetwarzając laktozę
(cukier mleczny),
powodują jego skwaśnienie.
W naszym naturalnym otoczeniu aż się roi od różnego rodzaju bakterii
kwasu mlekowego, spośród których istnieje możliwość wyseparowania
szczepów odznaczających się szczególnie
pożądanymi cechami dla człowieka. Wspomniane szczepy pełnią
później rolę tzw.
kultur starterowych.
Jak to się dzieje, że niektóre bakterie kwasu mlekowego odznaczają
się aktywnością, a inne - wręcz przeciwnie?
Drobno posiekana i ubita z
solą kuchenną
kapusta tworzy wiele miejsc szczególnie podatnych na działanie bakterii i
zaczyna wydzielać płyn komórkowy.
Szczególnie wiele cieczy wytrąca się podczas intensywnej
obróbki - może być jej wtedy tak dużo, że kapusta
zostanie nią zupełnie zakryta, a dopływ tlenu - zamknięty.
Nic dodać, nic ująć - jest to prawdziwy raj dla bakterii
fermentacji mlekowej. Warunki te nie sprzyjają z kolei innym
bakteriom (np. gnilnym). Wytrącający się kwas mlekowy obniża
współczynnik pH
cieczy. Obok braku tlenu i obecności soli to kolejny czynnik hamujący
rozwój niepożądanych bakterii gnilnych. Opadający dalej
współczynnik pH uniemożliwia w rezultacie również pracę
bakterii fermentacji mlekowej. Jak się okazuje -
bakterie wyłączają się same.
Najlepiej więc, gdy fermentacja mleczanowa zostaje zainicjowana szybko - zanim
inne bakterie będą miały w ogóle szansę rozwinąć swe działanie.
Nie bez przyczyny więc w wielu
przepisach
zaleca się dodać do kapusty nie tylko
sól,
ale i
cukier
- coś "na ząb" dla bakterii kwasu mlekowego. To małe co nieco
pozwala im przetrwać trudny czas oczekiwania na rozpoczęcie
wydzielania przez kapustę glukozy.
Należy jednak pamiętać, iż mówimy tu o naprawdę niewielkich
ilościach. Zbyt wiele cukru mogłoby mianowicie doprowadzić do
fermentacji alkoholowej,
której efektem z pewnością nie byłaby
kapusta winna.
Doświadczenie pokazuje, że cukier nie jest jednak wcale konieczny i
możemy go sobie zupełnie darować.
Kapusta kiszona: aspekt dietetyczny
Jak już wspomnieliśmy, proces fermentacyjny wiąże się z
rozkładem węglowodanów, czyli z obniżeniem
wartości odżywczej.
Zjawisko to jest z zasady nad wyraz pożądane, choć ów dobroczynny
aspekt niweczymy często wskutek niewłaściwej obróbki
(poprzez przyrządzanie kapusty z tłustymi składnikami).
Drugim ważnym dobrodziejstwem, które roztacza przed nami spożywanie
kapusty kwaszonej, jest dostarczanie organizmowi zawartego w niej kwasu mlekowego - substancji
charakteryzującej się korzystnym wpływem zwłaszcza na
procesy trawienne. Jak się jednak okazuje, działanie to bywa czasem
zbyt intensywne.
Kwas mlekowy występuje w dwóch wersjach - tj. wersji
lewoskrętnej
i
prawoskrętnej.
Różnicę dostrzeżemy pod mikroskopem - polega ona na odmiennej budowie
molekułów
(struktura wariantu lewostronnego jest lustrzanym odbiciem wariantu prawoskrętnego)
i manifestuje się w momencie przechodzenia światła spolaryzowanego
przez kwas mlekowy (skręcanie światła).
W myśl panującej - choć nie pozbawionej kontrowersji opinii
naukowców - na ludzki metabolizm znacznie lepiej oddziałuje
prawoskrętny kwas mlekowy.
W związku z powyższym wyhodowano starterowe kultury bakterii kwasu
mlekowego wytwarzające wersję wyłącznie prawoskrętną.
Produktem ubocznym procesu fermentacji jest
acetylocholina
- substancja, której przypisuje się dobroczynny wpływ na
krążenie krwi i pracę przewodu pokarmowego (działanie regulujące).
Surowa, nie poddana żadnej obróbce cieplnej kapusta kiszona
kryje w sobie dużo
witaminy C
(ok. 20 mg na 100 g kapusty) oraz
minerałów.
Pewną przesadą byłoby jednak stwierdzenie, iż jest ona
bardzo bogata w witaminy.
W tej kategorii wyprzedzają ją jej krewniaczki - inne
odmiany kapusty
takie jak
brokuły
i
jarmuż
(szczególnie duża koncentracja witaminy C). Kapusta kiszona jest
jednak niewątpliwym zwycięzcą pod względem długości
terminu do spożycia.
Nie ma zgodności co do zawartości
witaminy B12
w kapuście kiszonej. Naukowcy twierdzą, że bakterie fermentacji
mlekowej nie są w stanie wytwarzać wystarczającej ilości
tej witaminy.
Sytuacja ma się jednak inaczej, kiedy w kapuście kiszonej
występują nie tylko bakterie kwasu mlekowego, lecz i
inne "żyjątka".
Aktywne mikroorganizmy pojawiają się - o ironio - właśnie
wtedy, kiedy kwestia higieny pozostawia "nieco" do życzenia.
Z drugiej strony nie da się jednak zaprzeczyć, iż kapusty
kiszonej nie wytworzymy w sterylnych warunkach.
Kapusta kiszona: sól, kultury szczepowe & Co.
Większość przepisów podaje, iż do wytworzenia kapusty
kiszonej potrzebujemy ok. 6% soli. Taka kapusta jest jednak bardzo słona
i przed użyciem trzeba ją wypłukać w wodzie.
Jakkolwiek by było, to właśnie wysoka zawartość soli
chroni ją przed gniciem. Sytuacja ma się inaczej
jeśli - czy w przetwórstwie przemysłowym, czy w warunkach
domowych - jesteśmy w stanie zagwarantować sterylne warunki i
bezwzględną czystość (wygotowane pojemniki) oraz
szybką indukcję procesu fermentacji z udziałem kultur starterowych.
Wtedy możemy sobie pozwolić na luksus sięgnięcia
po li i jedynie 1% soli (lub nawet mniej). W idealnym przypadku, w
naturalnych warunkach, np. także bez dodatku sztucznych
kultur starterwych, zawartość soli wynosi 2,25%, a temperatura
początkowa - 18 - 21 stopni.
W tego typu okolicznościach (bez dodania kultur startowych) do boju
ruszają najpierw bakterie
Leuconostoc mesenteroides,
uwalniając kwas mlekowy tak długo, aż kapusta nie
osiągnie poziomu kwasowości rzędu 1%. Pałeczkę przejmuje wtedy
Lactobacillus plantarum uaktywniająca się przy
współczynniku pH
wahającym się w granicach ok. 3,6.
W środowisku bardziej zasadowym (charakteryzującym się
wyższym współczynnikiem pH) bakterie gnilne stają się
nieaktywne. Stan ten utrzymuje się przez dłuższy czas i osiągany jest
zazwyczaj po około 1-3 tygodniach od momentu ubicia kapusty.
Kapusta kiszona: startery
W handlu dostępne są kultury
Lactobacillus xylosus,
wytwarzające tylko prawoskrętny kwas mlekowy. Jego przewaga
polega m.in. na wstrzymywaniu swej działalności już w
stosunkowo wysokim pH, dzięki czemu
dochodzi do wytworzenia kapusty o relatywnie łagodnym smaku. Inna,
tańsza metoda, polega na użyciu w roli startera niewielkiej ilości
gotowego produktu fermentowanego. Ponieważ ryzyko wystąpienia
zgnilizny jest dość duże, to niektóre źródła
odradzają tego rodzaju dodatki
(w szczególności
serwatkę).
Z własnych doświadczeń wynika jednak, iż teoria ta
nie znajduje potwierdzenia w praktyce.
W trakcie kiszenia kapusta winna być cały czas pokryta
cieczą (lub być co najmniej zwilżona). Najpóźniej po zakończeniu procesu
fermentacji
trzeba ją przenieść w chłodne miejsce (np. do piwnicy).
Mimo to nie zawsze da się zapobiec pojawieniu się na niej
drożdżaków.
Nie są one co prawda szkodliwe, lecz z pewnością psują
smak
kapusty. W tej sytuacji pewne rozwiązanie stanowić może
poodcinanie chorych miejsc wraz z otaczającymi je tkankami.
Należy pamiętać, iż
pleśń
jest znacznie gorsza i groźniejsza. Zaatakowane przez nie warzywo
w ogóle nie nadaje się do spożycia.
Kapusta kiszona: wytwarzanie w warunkach domowych
Pierwszym krokiem jest zaopatrzenie się w odpowiedniej wielkości
pojemnik. W ofercie handlowej znajdziemy pojemniki kamionkowe o
pojemności 6 - 50 litrów wyposażone w specjalne
wyżłobienie, w które wkładane jest wieko. Rowek ten
napełniamy na samym końcu wodą z niewielką ilością
soli.
Pozwoli to nam ochronić zawartość garnka od zewnątrz.
Kapusta kiszona: krojenie kapusty
Do krojenia nadaje się każdy wystarczająco dobry i
duży nóż lub elektryczna krajalnica. Jak się jednak
okazuje, idealnym narzędziem jest
szatkownica.
Tylko ona da nam możliwość pokrojenia kapusty na
wystarczająco cienkie kawałki o grubości około 1 mm.
Kapusta kiszona: składniki
Do przyrządzenia kapusty kiszonej potrzebujemy
kapustę głowiastą białą
lub
kapustę głowiastą o
głowach stożkowych
(nieco ponad kg/l objętości) oraz
sól
(w idealnym przypadku 22,5 g na litr objętości).
Nie ma jednak potrzeby kurczowego trzymania się powyższych proporcji.
Smak kwaszonej kapusty najlepiej podkreślają
przyprawy
takie jak:
owoce jałowca,
ziarnka pieprzu,
kminek,
liść laurowy,
estragon
i
koperek.
Stosować je powinniśmy raczej oszczędnie, co da nam
później większe pole do popisu i więcej możliwości
do manewru podczas przyrządzania gotowej kapusty kiszonej.
Osoby lubiące eksperymenty powinny spróbować kapusty kwaszonej z
jabłkami,
ananasem,
winogronami
lub
winem.
Dodatki te nie powinny jednak stanowić więcej niż 2 %.
Jak już wcześniej wspomnieliśmy, w produkcji kapusty kiszonej
możemy dopomóc sobie starterem. Wystarczy, że weźmiemy np.
nieco płynnego
jogurtu naturalnego.
Obecne w nim bakterie wykazują się taką samą
aktywnością jak dostępne w handlu, profesjonalne
kultury starterowe.
Optymalna ilość to ok. 2 łyżki (czyli dobre 30 g) na 10 kg kapusty.
Kapusta kiszona: zanim przystąpimy do produkcji
Wszystkie naczynia i narzędzia należy najpierw umyć w
gorącej wodzie. Zasada ta dotyczy również rąk -
w szczególności, jeśli to one mają być naszym
"narzędziem" służącym do ubijania kapusty.
(Ponieważ wcześniej nie przykładano tak
wielkiej wagi do higieny, to nikt nie oburzał się, kiedy
ułożoną w beczkach kapustę udeptywano po
prostu nogami. Praktyka ta była jak najbardziej na porządku
dziennym, mimo że - jak wiadomo - pozbawione zarazków
stopy należą do rzadkości. Nie bez przyczyny
więc sięgano po tak dużą ilość soli.)
Kolejny etap sprowadza się do usunięcia zewnętrznych
liści, nadgniłych, chorych miejsc i twardego głąba.
Warto pamiętać o odłożeniu
kilku zdrowych, dużych liści oraz wyłożeniu
nimi dna naczynia.
Gdy już poszatkujemy pierwszy kilogram kapusty, to wkładamy
go do pojemnika i zasypujemy równomiernie 1-2 łyżkami
soli
(oraz - w miarę potrzeby - dosypujemy nieco
przypraw).
Przygotowaną w ten sposób pierwszą część
kapusty winniśmy teraz przykryć kolejną porcją
(również 1/2 kg), a całość dokładnie i
silnie ugniatać aż do momentu
wystąpienia wilgoci. Następne partie poszatkowanej
kapusty układamy i ubijamy w taki sam sposób, pamiętając o
dodawaniu soli i równomiernym
rozmieszczaniu jej na każdej z warstw.
Sięgając po dostępne w handlu kultury startowe,
należy postępować zgodnie z podaną na nich instrukcją.
Jeśli chcemy zaszczepić kapustę jogurtem,
powinniśmy podzielić go na 2-3 porcje i równomiernie
rozłożyć na jej poszczególnych warstwach.
Kapusty powinno być tyle, by wypełniła cały
pojemnik.
Już podczas ubijania drugiego lub trzeciego kilograma
występuje zazwyczaj wystarczająca ilość
płynu.
Ostatni etap sprowadza się do oczyszczenia żłobienia,
polegającego na nalaniu do niego przegotowanej wody z solą
i nałożeniu wieka.
Teraz nie pozostaje już nic innego jak odstawić
naczynie w temperaturze pokojowej i uzbroić się w
cierpliwość.
Nie wcześniej niż po upływie kilku godzin i
nie później niż następnego dnia powinniśmy
usłyszeć bulgotanie - nieomylny znak, iż na skutek zapoczątkowanej
fermentacji
dochodzi do ulatniania się gazu (głównie
dwutlenku węgla).
Jest to ostatni dzwonek na podstawienie pod naczynie innego,
równie dużego pojemnika. Procesy fermentacyjne zaczną
bowiem lada moment przebiegać tak intensywnie, iż
znajdujący się wewnątrz naczynia płyn będzie pod wpływem ciśnienia
wydostawać się na zewnątrz (poprzez rowek).
Po upływie kilku dni wyżłobienie to należy
oczyścić i ponownie napełnić solą i wodą.
Nie wolno zapominać, iż ubywającą ciecz
trzeba na bieżąco uzupełniać małą
ilością przegotowanej wody z dodatkiem 2,25 % soli. Jak
już wiemy - kapusta musi być cały czas zakryta,
toteż nie możemy dopuścić do jej wysuszenia.
Aby tlen pochodzący ze świeżego powietrza
nie zakłócił procesu fermentacyjnego, należy zadbać o
to, by pokrywa była wciąż zamknięta. To właśnie
pod nią wytwarza się głównie dwutlenek węgla,
substancja tak potrzebna do wzrostu
bakterii kwasu mlekowego.
Po upływie 10 dni (najpóźniej 3 tygodni) podczas otwierania
naczynia zacznie się rozprzestrzeniać woń charakterystyczna
dla kapusty kwaszonej.
Istnieje jeszcze jedna - nader rozpowszechniona - metoda wytwarzania kapusty
kiszonej. Nie wymaga ona użycia specjalnego naczynia i polegaja na wciskaniu kapusty
poniżej poziomu cieczy za pomocą obciążonej kamieniem
deski. Sposób ten zdaje się być znacznie mniej skuteczny. Powód? Dwutlenek węgla
ulatnia się ponad kapustą i może zostać częściowo
zastąpiony tlenem atmosferycznym - tak "przyciągającym"
konkurujące z bakteriami fermentacji mlekowej bakterie tlenowe.
Tą samą drogą do kapusty dostać się mogą i
inne małe żyjątka oraz kurz. Jak się jednak okazuje,
kapustę możemy z powodzeniem ukwasić i w ten nie do końca idealny sposób.
Gotową kapustę należy przechowywać w chłodnym
miejscu, a podczas jej wyjmowania - korzystać zawsze z czystych
sprzętów. Pozostałą kapustę warto
wciskać poniżej poziomu cieczy, a tę w razie potrzeby
uzupełniać. Wyschnięte wyżłobienie należy
także uzupełniać solą i wodą.
Kapusta kiszona: uwagi dotyczące spożycia
Kapusta kiszona nadaje się do spożycia i na surowo, i po niemal
każdej obróce cieplnej. Każdorazowo zaleca się jednak
skosztowanie małej ilości celem skontrolowaniu stopnia zasolenia
i kwasowości. Zbyt kwaśną czy też słoną
kapustę można bez problemu przepłukać w wodzie.
Kapusta kiszona: o historii słów kilka
Opierając się na wiedzy dotyczącej wszelkiego rodzaju
procesów fermentacyjnych, tak i tu możemy wyjść z
założenia, iż przy zaistnieniu odpowiednich warunków
opisany proces występować może samoczynnie.
W ten też właśnie sposób najprawdopodobniej odkryto
fermentację alkoholową
zaobserwowaną po raz pierwszy w przypadku przejrzałych
owoców.
Nic nie wskazuje na to, by fermentacja mleczanowa nie miałaby
zachodzić także spontanicznie. Idąc tym tropem dalej,
można przyjąć, że również
kwaszone
warzywa
- do których zaliczamy oczywiście i kapustę kiszoną -
są dziełem przypadku. Terię tę potwierdza fakt,
iż niemal każdy krąg kulturowy ma własną
historię odkrycia
tego typu smakołyków.
O ile z ustaleniem ojczyzny kapusty kiszonej nie ma raczej większych
problemów (według niektórych źródeł są to Chiny), o tyle określenie
ram czasowych sprawia już pewien kłopot.
Pierwsze wzmianki na temat kapusty kwaszonej pojawiają się w
pismach greckiego lekarza Hipokratesa i pochodzą z ok. 400 p.n.e.
W oparciu o dokumenty, które wyszły spod pióra rzymskich autorów,
możemy z kolei założyć, iż kapustę
kiszoną wytwarzano wtedy masowo.
O aspektach zdrowotnych rozpisywał się już Cato w
dziele De agricultura. Gaius Plinius Secundus natomiast
poświęcił jej dużo miejsca w Naturalis historiae libri.
Marynaty nosiły w języku łacińskim miano
Compostum. Do dzisiejszych Niemiec kapusta kiszona
zawitała mniej więcej w XI wieku pod łacińską
nazwą Kompost, Kumbost
oraz Gumpest. Do ciekawostek należy niewątpliwie fakt,
iż jeden konkretny dzień postu, który w XV wieku w Alzacji
stał pod znakiem konsumcji li tylko
kapusty kiszonej,
otrzymał nazwę Gumbosttag (dzień gumbostu).
Naleciałości z łaciny utrzymywały się długo:
w Prusach Wschodnich kapusta kiszona nazywała się Suerkomst.
Swój okres świetności kapusta kwaszona przeżyła jednak
w XVIII wieku, kiedy to zaobserwowano, iż jej regularne spożywanie podczas długich
rejsów pozwalało uniknąć chorób z niedoboru takich jak szkorbut (James Cook, 1775).
W czasach nowożytnych, w wielu krajach, kapusta kiszona zdobywała
stopniowo coraz większą sławę. Z uwagi na ogromną popularność
u naszych zachodnich sąsiadów, stała się niejako ich znakiem rozpoznawczym,
czego wyrazem było nadanie Niemcom przez obywateli krajów anglosaskich
przydomku the krauts. Jak się jednak
okazuje, większe spożycie kapusty kiszonej (na osobę) notowane
jest np. w Alzacji, gdzie spożywa się jej więcej
niż w którymkolwiek z regionów Niemiec. W Alzacji znajdziemy mnóstwo
restauracji serwujących potrawy, których jeden
ze składników stanowi właśnie kapusta kiszona. Czy wiedzieli
Państwo, że raczyć się nią można nawet w ramach
deseru? Przekonajcie się Państwo sami, wybierając z alzackiego
menu Choucroute!